Nie rusz Kazika - wspomnienie Deyny w filmie
04.01.2015 10:05
- W Starogardzie Gdańskim w pewnym momencie przypomniano sobie o jednym z najwybitniejszych mieszkańców. Zrobiono chociażby ścieżkę pamięci Kazimierza Deyny. Cieszę się, że mogłem nagrać piosenkę o byłym zawodniku Legii i dołożyć małą cegiełkę do upamiętnienia tak wielkiej postaci - stwierdził z kolei muzyk Pablopavo. - Przez jakiś czas był to zapomniany piłkarz, ale na szczęście wszyscy od nowa sobie o nim przypominają, choćby przez organizację dziecięcego turnieju „Deyna Cup” w Starogardzie. Teraz każdy wie, kim był ten wybitny zawodnik - powiedział Marek Leszczyński, szkoleniowiec rocznika 2004 w Arce Gdynia.
- Kto w dzieciństwie myślał o pieniądzach? Po prostu graliśmy w piłkę. Do dziś pamiętam, że kiedyś huknął w poprzeczkę i strzelił gola. Bramkarz jednak leżał na murawie i wokół było sporo drewna, bo bramka się rozpadła - wspomina kolega Deyny z dzieciństwa, Leon Syntek. - Z rodzicami zawsze były konflikty, bo zależało mu na bieganiu za futbolówką na boisku. Kiedy już zaczął brylować, mama nie przepuściła żadnego meczu i była niezwykle dumna - dodała siostra byłego legionisty.
- Pamiętam, że na jakimś juniorskim turnieju grałem przeciwko Deynie - nie miał najlepszego zespołu, lecz sam wygrał spotkanie swoimi umiejętnościami - opowiadał Lesław Ćmikiewicz, były zawodnik stołecznego klubu. - Kazimierz trafił na świetny okres przy Łazienkowskiej. Miał obok Lucjana Brychczego i Bernarda Blauta, a także kapitalnego trenera - Jaroslava Vejvodę. Miał wspaniałą technikę użytkową i balans ciałem, niezauważalnie zmieniał kierunek biegu. Na treningach nie raz ćwiczył słynne rogale, choć z niektórymi rzeczami trzeba się urodzić. Był liderem, choć o to nie zabiegał - uważa Andrzej Strejlau.
- Manchester City był zainteresowany Zbigniewem Bońkiem, ale sprowadzenie go było niemożliwe. Okazało się jednak, że można wytransferować Deynę. Z sekretarzem „The Citiziens” pojechaliśmy do Warszawy. Kazio dostał wszystko, czego od klubu chciał - opowiada Jerzy Bergier, który pracował w przeszłości w Manchesterze City. Kazimierz był uznawany za wybitnego piłkarza i dlatego podpisaliśmy z nim kontrakt, potrzebowaliśmy takiego rozgrywającego. Musiał się przez pewien czas zadomowić, starałem nauczyć się go angielskiego stylu życia. W dniach meczowych parkował samochód pod główną bramą - tak dokładnie to przychodził do mojego biura i kazał zaparkować, a ja to robiłem. Pewnego razu wszedł z rurą od odkurzacza i powiedział „not good”. To było zabawne, robiłem dla niego wiele rzeczy jako sekretarz. Szkoda, że miał problemy z komunikacją — dodaje honorowy prezes „The Citizens”, Bernard Halford.
- Deyna niesamowicie szanował kibiców. W Mielcu dwóch fanów nie miało pieniędzy na bilet, poprosili Kazika o pożyczkę, a on nie robił kłopotu i dał im pieniądze. Potem obaj przyszli na trening i oddali całą kwotę. Największą radością było to, że ich poznał i machnął do nich ręką - wspomina kustosz legijnego muzeum, Wiktor Bołba.
- W 2001 roku w Lubinie przegraliśmy dwa mecze i stworzyliśmy flagę z wzorem piłkarza, Kazimierzem Deyną. Świetnie, że teraz możemy pójść na jego grób i pomodlić się nad jego prochami - opowiada Jakub Konarski, kibic z grupy „Deynowcy”. - Każdy wielki klub ma legendę Legia też ma, mowa oczywiście o Deynie, który jest duszą naszego klubu. Jestem dumny, że ludzie robią sobie teraz zdjęcia przy jego pomniku, że wszystko wokół "żyje" - dodał Wojciech Cłapiński z komitetu budowy pomnika wielkiego piłkarza.
Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.